Jeszcze tylko chwilka

Oczekiwanie, wieczne i ciągłe. Skończy się i zacznie nowe.

Przebieram nogami pod stołem. Zniecierpliwiona. Uzależniona od czasu, raz po raz zerkam na wskazówki. Czy to już? Nie, to nie ta pora. Jeszcze tylko chwilka, jeszcze chwilka, może dwie, może trzy…Dość!

Zajmuję głowę sprzątaniem myśli. Piorę brudne i wyciągam świeże. Ale są wciąż te same. Niecierpliwość wraca. Nie chcę jej!

Pomóżcie mi. Niech zalęgną się we mnie nowe idee. Żebym tylko nie musiała czekać na koniec czekania.

 

 

Góra lodowa przeciwności

Zrozpaczona jestem. Nie udaje mi się osiągnąć dawno zamierzonego celu.

Gdy euforia opada, pojawia się szlak  nie do przebycia. I tak za każdym razem. I tak w kółko…

Coś mnie powstrzymuje, chociaż są chęci ogromne. Stan podniecenia nie może istnieć stale, wiem, ale tak trudno jest gdy już go nie ma. Ogarniają mnie wtedy wątpliwości.

Chcę czuć przez cały czas euforyczną siłę, by poskromić górę lodu przeciwności, które tkwią w niej ukryte. Spędzają mi sen z powiek… Zatykają słowo „chcę” woskowym tamponem. A ja już nie chcę. Ja muszę…

Znalezione

Znalazłam w starych plikach myśli spisane. Są sprzed 6 lat, może…

XXX

„Prosta czynność jak nalewanie wody dla pasa do miski. Zostało trochę wody w kubku. Bez namysłu wylewam resztę do zlewu. I znów myśl jak błyskawica przechodzi przez głowę. A co, jeśli kiedyś zabraknie mi tyle, co wylałam? Czy będę żałować, że kiedyś wylałam pół szklanki wody? Czy będę sobie przypominać wszystkie możliwe chwile marnotrawstwa?

Czy normalne są takie myśli? Nie wiem. Aż trudno się nad tym zastanawiać. A jednak myśl ta drąży mój umysł. Przy okazji strach skręca mi żołądek. Wyobraźnia zaczyna działać i przypominają się sny dawno śnione, koszmarne.

Jeszcze z dzieciństwa pamiętam sny, które wracają do mnie jak bumerang. Totalna zagłada, ciemne chmury nadciągające z zachodu, ludzie w białych kombinezonach wyciągających ludzi z domów przy ulicy, przy której mieszkam. Budziłam się z uczuciem nieposkromionego lęku. Ale logika podpowiadała mi, że przecież nie możliwe jest, aby sny stały się rzeczywistością. Przecież nie mam zamiaru mieszkać w tym mieście, a tym bardziej niemożliwe jest abym mieszkała w domu rodzinnym. Przecież zamierzam wyprowadzić się, zacząć nowe życie. Najlepiej wyjechać z miasta.

A jak wygląda sytuacja? Otóż, mieszkam w domu rodzinnym, budząc się w tym samym pokoju, w którym ranek przerywał koszmary z dzieciństwa. Nie wyjechałam, zapuściłam korzenie i nic nie wskazuje na to, aby cokolwiek miało ulec zmianie.

Wyglądam przez okno. Promienie słońca pieszczą moją twarz, morska bryza otula moje włosy a ja widzę nadal białe kombinezony. Widzę jak z nieba spadają błyskawice, słyszę huk rozpruwających mury bomb.

Skąd ta wizja, skąd te myśli? Idzie zwariować…

XXX

Szukam odpowiedzi na pytania wiercące mi dziurę w głowie. Próbuję ułożyć układankę z myśli roztrzepanych, rozdartych na strzępy.

Co może mieć wspólnego sen i jawa? Ktoś chodzący mocno po ziemi wyśmieje mnie, a ja widzę w tym sens. Zamazany, bez wyrazu, bez kształtu. Jego zarys krąży w moich żyłach, ale nie mogę go dotknąć. Może trzeba rozpruć żyły żeby się dowiedzieć, ale nie wiem czy tego chcę.

XXX

Zaczęło się. W całym mieście nie ma wody. Półki w sklepach świeca pustkami. I po co robiłam remont? Mam śliczną łazienkę, z nowym brodzikiem i śliczną umywalką. Ale, na co mi ona, skoro w kranie pustynia? Nabieram wody z ulicznych pomp. Dobrze, że zostały takie miejsca, bo inaczej było by źle…W radiu nadają komunikaty, że to awaria wodociągów, że za parę dni woda znów poleci w rur. Nikt nie panikuje, tylko wszyscy narzekają. Narzekają na dostawców, na robotników, na system polityczny w kraju. I warują przed telewizorem czekając na dobre informacje.

XXX

Idzie burza. Chmury ciężko osuwają się po horyzoncie nieba, zdążając w kierunku mojego domu. Są ciemne, prawie czarne. Czasem rozświetla je błyskawica z głośnym hukiem spadająca na ziemię.

Jest bezwietrznie, jakby powietrze zawisło, jakby czas się zatrzymał, jakby wstrzymał oddech i nie mógł go uwolnić z płuc…

Zwierzęta zachowują się niespokojnie. Koty chowają się po kątach, pies skamle. Mam wrażenie jakby coś się miało wydarzyć, ale spokojnie siedzę przy stole popijając wino. Wody nadal nie ma. Zadowalam się zapasem z barku. Pragnienie jest ogromne, nieposkromione. Żałuję, że wylałam wodę z kubka, jak jeszcze była…”


Iluzja

Żyję zamknięta w świecie iluzji.

Pośpiech w myśleniu doprowadza moje usta do zguby. Chcę być bardziej milcząca, metodyczna, spokojna. Chcę ,ale nie mogę. Zaprzeczyłabym tym stanem całej sobie. Niestety muszę żyć w mej spontaniczności, której świat nie umie i nie chce zrozumieć. Uśmiech na lewo, uśmiech na prawo a w odpowiedzi stal w oczach i grymas na twarzach mijanych ludzi. Po co rozdawać sympatyczne gesty, skoro są odbierane jak choroba?

Mówią, że mam w głowie „nie po kolei”. Tak, to możliwe. Całkiem możliwe.

Dookoła mnie zabiegane postacie, wiecznie narzekające na zły los. Przypadkiem nie mają niczego, czym mogliby się cieszyć. I nie chodzi już o czysty materializm, ale o sposób odbierania tego co nas otacza.

Widzę kępę trawy, soczyście zieloną i jędrną, wyrastającą w rowku betonowego podwórka. Ktoś spojrzał w kierunku mojego wzroku skrzywiony, bo chodnik nierówny w tym miejscu…Cóż, wszystko przeszkadza jeśli jest się ślepcem.

Jestem jak ta kępka trawy. Nikt mnie nie chce, bo burzę spokój iluzji piękna, którym jest szarość betonu. Przypominam o pięknie jakie mogłoby nas otaczać gdyby każdy odkrył, że jest częścią całości a nie iluzją pępka świata w ciele człowieka.

Tak, jednak szaleństwo nie jest mi obce…

Szare słowo

Szarość wokół. Tylko ona jest prawdziwa. Mieni się bielą i czernią zarazem.

Każą nam wierzyć, że są tylko dwie strony. Ale nie ma stron. Rzeczywistość jest bardziej złożona.

Nic nowego?  Tak, to już wiemy. Wszystkie prawdy oczywiste  są nam znane, prawda? Nie ma czego zgłębiać, bo przytakujemy w odpowiedzi. Kiwamy głowami w przód i tył znacząco ściągając usta i zamyślając się nad tezą znaną od wieków.

Tylko dlaczego wciąż wybieramy „tak” lub „nie”. Jest przecież jeszcze „może”…dlaczego nie używamy go kiedy trzeba?

O ile prościej byłoby żyć według znaczenia „może” ?

Wojna? – może….Ani tak, ani nie. Zawieszenie w próżni. Negocjacje. Więcej czasu do namysłu. Ocalone życie niewinnych.

Tak, wiem. To nielogiczne. I niemożliwe…

Księga życzeń i…

Zakładam „Księgę życzeń i zażaleń”. Jak za czasów PRL-u.

Życzeniem moim jest, by słońce grzało mocniej przez chmury, bo gdy pada nie widzę tęczy.

Zażalenie mam do wiatru z północy, że wieje prosto w twarz gdy idę od strony południa.

Niedorzeczne czasem czytam wieści ze świata. Za ich przykładem idąc stworzył mi się irracjonalizm.

Zwierzątko

Stałam w sklepie jak co rano po kawałek upieczonej mąki z dodatkami.

Stał przede mną lump.  Na jego twarzy widac jeszcze było cienie młodości i piękna. Tak, piękna, bo przystojny by był jakby jeszcze dziś odbił się od dna. Zapatrzyłam się w niego, snując domysły, co takiego go sprowadziło na drogę taniego wina. Stał ode mnie w pewnej odległości. Mogłam obserwować całą jego sylwetkę. Czyste, wyprasowane spodnie,  dopasowana kurtka firmy „no name”, czapka na głowie a na plecach… zgrabne zwierzątko wielkości 2 centymetrów, umaszczenia brązowo-rudego, z śmiesznie postawionymi czułkam,  biegnące w stronę karku z szybkością sprintera…

W pierwszej chwili dopadło mnie obrzydzenie. Później uśmiechnęłam się do siebie.

Cóż. I lump chce mieć przyjaciela…

Sen

Przebudzenie było ujmujące 🙂 Po snach pełnych spokojnych obrazów można zacząć dzień z uśmiechem na ustach. Dawno nie było mi tak dobrze z rana. To takie uczucie, jakby M. podał mi sex na śniadanie. Z deserem czułości.

Rozpływam się.

Taaa….

Abstrakcyjna zima w sercu. Trudno zrozumieć, skąd biorą się tak zimne uczucia. Czara się nie przepełniła, nie było przyczyny takiego stanu a jednak…

Późno już, czas kończyć choć jeszcze nie zaczęłam.Musże jednak. Jesli tego nie zrobię,  świat zawiruje i znów założe majtki na lewą stronę, a to zły omen, zły jak cholera…